poniedziałek, 3 czerwca 2024

Nowi mieszkańcy, warsztaty ceramiczne, nowy projekt i motywator dziewiarski

 Na naszym Wzgórzu zamieszkali nowi mieszkańcy, bardzo oryginalni. To, że mamy dwa psy - alpejskie gończe krótkonożne, to wiadomo, bo pokazywałam je tu. Ale od niedawna mamy jeszcze czterech lokatorów, czy też - członków stada. Za sprawą córki, która marzyła o takim inwentarzu.

Poznajcie ich.

Oto - Zelda:






To samiczka modliszki storczykowej. 

Jest maleńka, bo to dziecko modliszkowe, ale bardzo żywa i kontaktowa - gdy podchodzi się do terrarium, potrafi obrócić główkę i patrzeć na człowieka. Nauczyła się też, że córka ją karmi i gdy tylko uchyli się wieczko i włoży rękę, ona wspina się po kwiatku i czeka na muchę. Mieszka w takim ślicznym domku:


Kilka tygodni później dotarł do nas samczyk modliszki - szary i wybiedzony... Córka kupiła go, bo było jej go żal - wyglądał strasznie... I niestety, nie żył długo... Rozżalona córka poszła z mężem (moim, a jej tatą) do sklepu zoologicznego i pokazała zdjęcia martwego samczyka. Sprzedawca przeprosił i sprzedał jej po obniżonej cenie kolejnego samczyka - też biedaka, bo bez nogi...


Te biedne stworzenia żyją w okropnych warunkach w sklepie... Są zamknięte w maleńkim pudełeczku i nie wiadomo, czy są regularnie karmione. Ten nieszczęśnik również otrzymał swoje terrarium, a w nim roślinki, drewienka no i jedzenie! Jakież było nasze zdziwienie, gdy po zrzuceniu egzoszkieletu okazał się być samiczką i to w dodatku niebieską! No i nóżka mu, to znaczy - jej - odrosła! 

Oto Skarpetka:



Też jest jeszcze dzieckiem, ale ma się dobrze, rośnie i jest aktywna!

Na półce, w sporym terrarium, zamieszkał patyczak. Miał być samcem, ale zaczął niebezpiecznie rosnąć, aż okazało się, że jest samiczką. To Hanzo:


W przeciwieństwie do modliszek nie jest aktywna wcale, zazwyczaj siedzi, na przykład na biurku:


I żeby nas uszczęśliwić... złożyła ponad 100 jaj... Czekamy teraz, czy coś się z nich wykluje. 

A równocześnie z moim powrotem ze szpitala przybyła do nas agama:


Nazywa się Kimczi i jest agamą czerwoną.


Jest dzieckiem, ale je ślicznie, biega po terrrarium, które zajmuje pół pokoju, bo podobno ma sporo urosnąć.



To białe na pyszczku to wapno, które dostaje co jakiś czas.

Jest przezabawna, a najlepsze jest to, że nasze psy nie mają pojęcia, że taka fajna Kimczi mieszka z nami! Podobno to dlatego, że ona nie wydziela zapachu, a gdy psy wpadną do pokoju, ona siedzi nieruchomo i udaje, że jej nie ma.

Córka kocha te swoje stwory, dba o nie bardzo, pielęgnuje i dogląda. A one rosną i cieszą ją!

To tyle o naszej menażerii.

Teraz - o warsztatach. Otóż niedawno zorganizowano w naszym domu kultury warsztaty z biżuterii ceramicznej. Zapisałam się na nie, bo byłam ciekawa, jak to jest lepić z gliny.

Pani instruktorka bardzo dobrze nam wszystko tłumaczyła i pod jej okiem wykonałam takie coś:



To komplety po wypaleniu i przeszkliwieniu. 

Po kolejnym wypaleniu, tym razem już ze szkliwem, wyglądają tak:




Na kolejne warsztaty z ceramiki zapisałyśmy się razem z córką :) Ja zrobię jakieś miseczki, ona - grotę dla jaszczurki.

Zaczęłam dziś nowy projekt - będzie nim bluzeczka z cudnej bambusowo-jedwabnej nitki według przepisu od Reni :



Nie mogłam się powstrzymać od połączenia na zdjęciu różu bluzeczki z różem piwonii! Ach, jaka szkoda, że nie możecie poczuć zapachu tych cudnych kwiatów!

A poranki witam świeżo zerwanymi owocami z ogrodu, które zjadamy na śniadanie:


Czy może być lepszy początek dnia?

Na zakończenie tego długiego postu chciałabym pokazać Wam coś, co motywuje mnie do pracy dziewiarskiej. Parę tygodni wstecz odwiedziła mnie Justynka . Gdy powiedziałam jej, że prawie nic nie dziergam, bo po prostu nie mam weny, podzieliła się ze mną ciekawostką. Otóż na jednej z grup dziewiarskich pojawiło się "Dziewiarskie bingo" - zabawa, polegająca na tworzeniu rzeczy według rozpiski, ale w dowolnej kolejności i bez ograniczeń czasowych. Justynka zaproponowała, żebym spisała to, co chcę zrobić w najbliższym czasie, ona dołożyła swoje pomysły i tym sposobem otrzymałyśmy całkiem sporą rozpiskę planów! Nazwałyśmy ją "Motywatorem dziewiarskim":

Teraz, gdy chcę coś zrobić, zerkam w tę tabelkę i działam! Jeżeli macie ochotę przyłączyć się do zabawy - zapraszamy!
A może bawicie się również w "Dziewiarskie bingo" i możecie podzielić się wrażeniami? Z chęcią przeczytam!

Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.

Pięknego dnia Wam życzę!

Asia

poniedziałek, 27 maja 2024

Dzień Matki i ogród

 Od dziecka daję mojej mamie w dniu jej święta własnoręcznie wykonany prezent. Tak było i w tym roku. Mama zobaczyła podczas jednej z wizyt u nas podkładki, które zrobiłam pod kubki z kawą i herbatą. Podkładki zrobiłam dwie, na próbę. Mamie bardzo się spodobały i poprosiła o podobne. Zrobiłam jej cały komplet - dużą podkładkę pod dzbanek z herbatą i sześć podkładek pod kubeczki:




Mamie bardzo spodobał się prezent :) 

Również lubię te podkładki - są chyba wygodniejsze w użytkowaniu niż takie zrobione na szydełku, te drugie mają troszkę nierówną fakturę, co powoduje, że kubek czasem stoi niestabilnie. Tymczasem w tych ten środek ze sklejki stabilizuje to, co na nim stoi.

W ogrodzie zakwitła hortensja pnąca. Długo nie wiedzieliśmy, co to za roślina, ponieważ przez kilka lat miała jedynie liście, nie kwitła. W tym roku, kiedy musimy ją przenieść w inne miejsce, ona pokazała nam całą swoją krasę:



Nad kwiatami unoszą się roje pszczół i dzięki temu słychać nieustanne bzyczenie.

Próbuję zrobić zaszczepki i rozsady tej hortensji - zobaczymy, czy mi się to uda.

Kwitnie też piwonia chińska:




Jak dobrze, że mamy maj! To chyba najpiękniejszy miesiąc w roku!

Wszystkim mamom życzę zdrowia i nieustającej radości!!!

A odwiedzającym - dobrego tygodnia!

Asia

wtorek, 21 maja 2024

Ogród i wieloletni koc

 Wraz z nadejściem wiosny rozpoczęłam prace w ogrodzie. Pierwszą z nich było zadbanie o truskawki. To moje czwarte podejście do tego tematu. Truskawki rosły kilkanaście lat w jednym miejscu i po prostu zaczęły usychać, dawały małe zasuszone owoce a same krzaczki urywały się i ginęły. To były truskawki po poprzedniej gospodyni, ale miały już po prostu swoje lata. Kupiłam nowe krzaczki i przesadziłam je na grządkę obok. Niestety, nadal nie chciały rosnąć... Kolejnej wiosny przeniosłam je w inne miejsce i posadziłam je na włókninie - takiej czarnej. Wyczytałam, że lubią tak rosnąć, a dodatkowym plusem jest to, że chwasty nie rosną tak bardzo przy nich. I co? Wszystkie krzaczki po prostu ugotowały się! Pomimo, że je podlewałam. Kupiłam więc kolejne krzaczki i posadziłam na starym miejscu, ale wymieniłam ziemię i porządnie ją nawiozłam - zaczęły rosnąć! Tyle, że chwasty też. Ale już w ubiegłym roku jedliśmy nasze własne truskawki.

Tej wiosny wyłożyłam grządkę kartonami i posypałam korą sosnową - wyczytałam, że truskawki ją lubią. I wreszcie rosną! Mają mnóstwo owoców, które lada moment dojrzeją:



Uruchomiliśmy z mężem szklarnię, chociaż w tym roku posadziliśmy o wiele mniej pomidorów, za to więcej ogórków:






Sadzonki dostałam od sąsiadów, ale w szklarni czekała na mnie również niespodzianka - między płytkami rosły samosiejki-pomidorki koktajlowe! Przesadziłam je na razie do małych doniczek:


Obok szklarni posadziłam hortensje - tu jedna z nich:


W tym roku zakwitł też łubin, który wysiałam dwa lata temu:


Ogród jest cały w rozkwicie, kwitną też supertunie, których w tym roku mam wyjątkowo dużo:




Kocham mój ogród bardzo! Pielęgnuję go z miłością, podlewam, przesadzam, nawożę i nie mogę się nacieszyć tymi barwami! To tylko kilka zdjęć, w rzeczywistości roślin mam dużo więcej. 

Najbardziej lubię usiąść z drutami w ogrodzie i przerabiać oczka. Takim sposobem dokończyłam koc, który zaczęłam cztery lata temu :


Koc wyszedł ogromny! Zaczynając go miałam nadzieję, że zrobię go w ciągu jednego roku, rzeczywistość okazała się inna - powstawał cztery lata... Tak wielka robótka zaczęła mnie nużyć po jakimś czasie, odłożyłam ją więc i tak leżała... Po przeprowadzce na wieś okazało się, że koce i chusty to coś, czego bardzo tu potrzeba wieczorami, nawet latem, bo noce u nas są chłodne. Ten koc nie służy do okrywania się, jest raczej narzutą na łóżko, ale mam już zaczęty kolejny koc, taki do okrywania się właśnie - obym nie robiła go kolejne cztery lata...


Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze!

Pozdrawiam cieplutko!


Asia

środa, 15 maja 2024

Pierwszy wpis w nowym roku

 Dziś wreszcie nadszedł ten moment, kiedy mogłam przegrać zdjęcia do folderu i przygotować się do zrobienia wpisu. 

Na wstępie bardzo Wam dziękuję za odwiedziny pomimo mojej nieobecności tu i u Was na blogach! Tyle osób tu zagląda codziennie, że z radością wracam do pisania i odwiedzania Was.

Wy tyle tworzycie - czasami wpadam na chwilkę do wirtualnego świata i podziwiam Wasze dzieła, a ja - kręcę się w miejscu... Coś tam robię, ale wszystko idzie nie tak. Przyczyną jest mój stan zdrowia. Niby jestem wyleczona, ale moja pani doktor powiedziała, że już nigdy nie będę miała tyle sił, co przed chorobą. I tak jest. Od poniedziałku do piątku wszystko kręci się wokół pracy - przygotowuję zajęcia, jadę je przeprowadzić, wracam i jestem zmęczona. Zjem obiad i muszę się położyć. Potem gotuję coś na drugi dzień i siadam do przygotowania zajęć. I tak w kółko. Wieczorem chwilkę poczytam książkę i - nie ma dnia. Weekendy płyną na pracy w ogrodzie i porządkach, spacerach lub odwiedzinach.

Powodem ożywienia bloga jest tak naprawdę kolejna operacja i dzięki niej - chwila wolnego czasu, bo jestem na zwolnieniu lekarskim. Postanowiłam wykorzystać ten czas na robótki, czytanie i odpoczynek. I spotkała mnie niespodzianka - moja najwspanialsza przyjaciółka-dziewiarka Justynka  odwiedziła mnie ostatnio! Och, ile było rozmów, radości i planów dziewiarskich!!! Wróciła do mnie wena, która dokądś sobie poszła. Wiem już, co będę robić w najbliższym czasie. 


Tak wyglądał nasz stół - rozłożone robótki, zapiski robione, żeby nie zapomnieć.

Justynka wymyśliła coś, co pomoże mi zorganizować swoją robótkową pracę i będzie jednocześnie motywatorem do szybszego machania drutami lub szydełkiem. Napiszę o tym, kiedy Justynka zrobi wpis u siebie na blogu - mamy jeszcze coś uzupełnić. To rodzaj zabawy dziewiarskiej.

Ja wróciłam do miętowej bluzeczki, którą zaczęłam w ubiegłym roku . Bluzeczka musiała być częściowo spruta, ponieważ wyszła za wąska. Justynka robiła śliczną letnią bluzeczkę z ażurem.

Justynko - dziękuję Ci, że jesteś!!!


Dziękuję również Wam - odwiedzającym - że zaglądacie tu do mnie!

Miłego dnia!!!


Asia




sobota, 30 grudnia 2023

Koniec roku

 Oj, zaniedbałam bloga... Wynika to nie z niechęci, lecz ze zwykłego braku czasu. Praca, dom, dojazdy do pracy no i ja - słabsza, powolniejsza. Do tego remont domu, który trwał rok i skutecznie pozbawiał mnie sił, ale też radował, bo wreszcie mamy ładnie. I taki jest efekt - nie starcza mi czasu na wszystko, co chciałabym robić.

Ale nie znaczy to, że nie robię na drutach! Robię, a owszem. I chciałabym pokazać dziś moje ostatnie udziergi, bo kończy się rok a nie chciałabym przechodzić z nimi na kolejny rok.

I tak, na pierwszy rzut idzie długi szal zrobiony na drutach z czteronitkowego kokonka:


Dane techniczne:

włóczka: kokonek, cztery nitki, 1000 m, własny wybór kolorów;

druty: 3,5 mm

wzór: pomysł własny.

Szal wyszedł długi i szeroki, bardzo go lubię i noszę do płaszcza, który ma kolor taki, jak ten w szalu na samym dole.


Kolejnym udziergiem jest kamizelka:


Dane techniczne:

włóczka: Jeans Yarn Art 9 motków i Kid Silk Drops (chyba 6 motków);

druty: 7 mm,

wzór: pomysł własny.

Kamizelka miała być swetrem kardiganem, ale raz, że brakło mi włóczki, a dwa, że doszłam do wniosku, że jednak bardziej przyda mi się kamizelka, taka długa, z odwijanym kołnierzem. Będzie mi ciepło w tułów, ale nie przegrzeję się w niej. I chyba dobrze zrobiłam :)


Później wpadły mniejsze projekty. I tak - dokończyłam zaczęte rok temu zielone podkolanówki dla córki - na zdjęciu są z innymi, które dla niej zrobiłam:


Dane techniczne:

włóczka: Arwetta silk - włóczka skarpetkowa z dodatkiem jedwabiu, kupiona w sklepie stacjonarnym w Krakowie - po jednym motku w kolorze jasnej i ciemnej zieleni -wystarczyło na takie długaśne podkolanówki i jeszcze zostało! Rozmiar 36.

druty: 2,75, drewniane 5 szt.

wzór: pomysł własny.


Robienie skarpetek wciągnęło mnie bardzo! Na tyle, że zapragnęłam zrobić kolejne żakardem. Gdy zobaczyłam ten wzór nie mogłam się powstrzymać. I tak oto powstały:



Dane techniczne:

włóczka: resztki Baby Merino Drops i Fabel;

druty: 2,75 mm Addi trio (bardzo je lubię!!!);

wzór: Good Mood Socks by Kroopa Knits

Skarpetki można zrobić z napisem z przodu lub z boku - ja wybrałam tę pierwszą opcję. Robiło mi się je wyśmienicie! Powstały chyba w dwa dni!

Zaraz po nich na druty wskoczyły kolejne skarpetki - tym razem dla mojej mamy:


Na razie mam tylko jedną, ale druga już powstaje.


I zapewne nie jest to ostatnia para skarpet, bo przeglądnęłam swoje zapasy i znalazłam całe mnóstwo resztek włóczek skarpetkowych, które zamierzam teraz wykorzystać robiąc kolejne pary.

Kończy się stary rok. Dla nas był dobry - nie chorowałam (nie licząc drobnych infekcji), zrobiliśmy remont, psy urosły, córka dostała się do wymarzonego liceum, mnie udało się opublikować kilka rzeczy, na których mi zależało. 

Spotkała mnie też spora niespodzianka - zostałam nominowana w plebiscycie na nauczyciela roku i zajęłam drugie miejsce na etapie wojewódzkim !!!

To ogromne wyróżnienie dla mnie i wielka radość! W tym miejscu dziękuję wszystkim tym, którzy oddali na mnie swe głosy a zaglądają tu :)

Chciałabym też złożyć Wam dziś życzenia na Nowy Rok:

Niech będzie to rok zdrowia, radości, spokoju. Niech przyniesie dobre chwile, da możliwość realizacji planów i nadziei na lepsze jutro. Niech ustaną wreszcie wojny! Niech po prostu będzie już spokojnie i dobrze!

Życzę też wielu chwil z ulubionym hobby!

Wszystkiego dobrego!


Asia




środa, 11 października 2023

Wspomnienie lata...

 Niespodziewanie szybko przyszedł przejmujący chłód... Zmuszona byłam poszukać szali i chust, co nie było łatwe w poremontowej rzeczywistości. A teraz, siedząc z kubkiem gorącej herbaty i przeglądając zdjęcia trafiłam na naszą rodzinną sesję z lata. Przyjechała do nas moja ukochana Pani Fotograf - Iza - i spędziła z naszą rodziną popołudnie. Był straszny upał, pamiętam. Siedziałam w lnianej sukience i kapeluszu na głowie, a ręce miałam zajęte robótką w czasie, gdy pozostali członkowie rodziny szykowali się do zdjęć. 

Oto dwa ujęcia robione z ukrycia:



Bluzka, która powstaje na zdjęciu, wyszła do niczego i poszła do sprucia. 

Za to wyszła mi inna - o ta:



Dane techniczne: 

włóczka: Motek Mystery Box w kolorze "Leśna wycieczka" z edycji limitowanej, ma dodatek tęczowej nitki, co powoduje wyjątkowe przejścia kolorów, 1650 m (nie zużyłam całego), 4 nitki;

szydełko: 3 mm;

wzór: "Taniec Romy" od Farbenka Szydełkuje


Bluzka powstawała dosyć długo, bo 6 tygodni, a robiłam ją w ramach CAL-u, gdzie autorka wzoru objaśniała krok po kroku jak tę bluzkę zrobić. Uczestniczki uwijały się raz-dwa - potrafiły zrobić taką bluzkę w dwa tygodnie! Ja oczywiście miałam ślimacze tempo i mam bluzkę akurat na jesień pod marynarki czy swetry. Prawdę powiedziawszy, to ona na lato nie bardzo się nadaje, bo raz, że jest dosyć gruba, a dwa, że to mieszanka bawełny i akrylu, więc nie jest jakaś bardzo przewiewna. 

Ale muszę przyznać, że lubię ją i podoba mi się!

A teraz na drutach mam szal z motka, który pokazywałam w poprzednim poście:


Na koniec - zdjęcie z lata:


Trzymajcie się ciepło!


Asia